Wyjazd do Płocka zaplanowany mieliśmy już jakiś czas wcześniej z racji odbywającego się tam koncertu zespołu za którym przepadamy, dlatego wybór hotelu podyktowany był odległością od miejsca wydarzenia. Chcieliśmy jednak, aby nie była to tylko „noclegownia”, ale także miejsce w którym będziemy mogli odpocząć. Wybraliśmy zatem czterogwiazdkowy hotel Herman położony w kamienicy w centrum miasta, skąd od miejsca koncertowego dzieliły nas trzy skrzyżowania.

Ostatni dzień wakacji postanowił pokazać nam temperaturę, jakiej w tym roku już nie spodziewaliśmy się odczuć. Nie spodziewaliśmy się też, że w wybranym przez nas hotelu, w ten najgorętszy dzień w roku, padnie klimatyzacja… Tak właśnie. Ponad 30 stopni za oknem, a w budynku zaduch jak w piekle. Sytuacji nie pomagał tez fakt, że Herman, jak na miejski hotel przystało, znajdował się przy nagrzanej ulicy w sąsiedztwie nagrzanych budynków.

O fakcie braku chłodzenia w pokoju i wszelkich częściach wspólnych poinformowani zostaliśmy przy meldunku, jednak na zaistniałą sytuację awaryjną hotel przygotował doraźną pomoc – przenośne wentylatory. Zapewniono nas, że po skończonej konferencji ktoś dostarczy nam do pokoju urządzenie, które pomoże przetrzymać upał. W tym miejscu należy też wspomnieć, że obsługa hotelu wykazała się dużą przytomnością umysłu zanim jeszcze przyjechaliśmy do obiektu. Dlaczego? Po wejściu do pokoju okazało się, że wszystkie okna zostały szczelnie zasłonięte ciężkimi kotarami, dzięki czemu słońce nie dogrzewało dodatkowo gorącego już wnętrza.

Pokój okazał się przytulny, jednak uwagę przykuwał zaciek na suficie tuż nad wejściem oraz wspominane wcześniej zasłony, które najwidoczniej ktoś przed nami potraktował butem, zostawiając czarne smugi. Łazienka okazała się być przestronna i odrobinę chłodniejsza niż otoczenie, więc po rozpakowaniu każde z nas udało się na szybki, orzeźwiający prysznic. Następnie zeszliśmy do restauracji aby spróbować, co też hotelowa kuchnia ma do zaoferowania.

Na dole, jak i na górze – gorąco. Nie pomagały otwarte na szerokość okna, a dodatkowej pikanterii wśród męskiej części Gości, dodawały kelnerki ubrane w dość krótkie i obcisłe spódnice.

Co do samych potraw i jakości obsługi, to nie nie możemy mieć żadnych zastrzeżeń. Wszystko było smaczne, kolorowe i podane z ogromną życzliwością. Na ogromy plus zasługuje fakt „dedukcji” obsługi. O co chodzi? Już wyjaśniam. Moje zamówienia opierały się na bezmięsnych pozycjach z karty. Przy daniu głównym, kelner zaskoczył nas przynosząc na oddzielnym talerzyku kawałki szynki i poinformował nas, że jest to wykończenie owego dania, natomiast ze względu na charakter mojego zamówienia, obsługa nie jest pewna czy nie jestem może wegetarianką, dlatego szynkę podają oddzielnie. Chapeau bas, załogo hotelu Herman! Taką właśnie postawą wynagrodziliście nam brak klimatyzacji 😉

Wspomniany przy meldunku wentylator trafił do nas dopiero grubo po północy, kiedy wracaliśmy z koncertu. Nie jesteśmy pewni, czy załoga próbowała dostarczyć go do pokoju kiedy nas nie było, czy jednak dzienna zmiana recepcji nie przekazała takiej informacji zmianie nocnej. Po przypomnieniu się, dostaliśmy informację, że wentylator jest dla nas specjalnie odstawiony i do pokoju wróciliśmy już we trójkę 😉

Rano nastąpiło małe zamieszanie z miejscem śniadań. Poprzedniego dnia upewnialiśmy się dwa razy, że mała restauracja na parterze pomieści wszystkich Gości i że właśnie tam mamy udać się na posiłek, jednak okazało się, że śniadanie czeka na nas w sali kominkowej naprzeciwko. Po wejściu w jej progi powitał nas przyjemny chłód działającej już klimatyzacji. Pomimo małej dezinformacji, śniadanie upłynęło nam w przyjemnej (i już chłodnej!) atmosferze.

Pomimo usterki klimatyzacji, a co za tym idzie piekielnej temperatury w całym obiekcie, to wspomnienie o hotelu Herman będziemy zaliczać do tych przyjemnych. Wszystko dzięki obsłudze, która starała się jak mogła, aby uprzyjemnić nasz krótki pobyt.

Hotel odwiedziliśmy późnym latem 2019